POCZET ARTYSTÓW PIWNICZNYCH „Przychodzimy – odchodzimy”

Rajmund Jarosz – Bolesław Chromy
Spotkanie poprowadzi red. Wacław Krupiński

Bronisław Chromy – współzałożyciel kabaretu Piwnica pod Baranami, autor pomnika Piwnicy w parku Decjusza w Krakowie. Ponadto medalier, malarz, rysownik, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W naszym cyklu Poczet Artystów Piwnicznych o niedawno zmarłym piwnicznym koledze opowie Rajmund Jarosz, aktor, artysta nie tylko Piwnicy pod Baranami, ale także Teatru Starego.

Wstęp wolny.
____________________________________________________________

RAJMUND JAROSZ / ze wspomnień artysty/

Byliśmy klubem zamkniętym, więc mieliśmy zakaz występowania publicznie. W roku 1957 wystąpiliśmy bez pozwolenia w studenckim Klubie Rotunda. Tadek Kwinta wygłaszał swój popisowy numer, przemówienie Szepiłowa. Wprawdzie publikowane było w gazetach, ale studenci porażeni zostali jego idiotyzmem dopiero wtedy. Nastąpiła niekończąca się owacja, a zaraz potem interwencja cenzury i zakaz występów.

Parę dni potem na pierwszych stronach gazet ukazała się uchwała KC PZPR podjęta 29 czerwca, czyli plus minus wtedy, kiedy występowaliśmy w Rotundzie, o zdemaskowaniu prawicowo nacjonalistycznej grupy Mołotowa, Kaganowicza i Szepiłowa, który do nich dołączył, oraz o wykluczeniu wszystkich z Prezydium KC.

Od razu nie pytając nikogo o pozwolenie, zorganizowaliśmy program. Tadek kończył swoje przemówienie słowami:

wrogie ataki naszych przeciwników na realizm socjalistyczny nie tylko nie zdołają obalić niewzruszonej pozycji sztuki radzieckiej, nie zdołają one nawet jej zachwiać, Daremne są próby ugodzenia sztuki radzieckiej w samo serce. Dusza sztuki radzieckiej pozostaje nieskalana, czysta , jasna i szlachetna.

Wtedy Piotr wyliczał z gazetą w ręku, nieprawości antypartyjnej grupy szkodników: doktrynerstwo, skostniałość, podsycanie napięć międzynarodowych oraz czytał uchwałę o ich potępieniu i wykluczeniu. Zaczynaliśmy wtedy śpiewać:

jak szybko mija życie, jak szybko mija czas, za rok, za dzień, za chwilę, razem nie będzie nas.

A publiczność radośnie śpiewała razem z nami.

Życie tworzyło ciągle pointy. Kiedyś przyszli do nas aktorzy rosyjscy z występującego w Krakowie teatru Rajkina. Było to niedługo po radzieckiej interwencji na Węgrzech. Podczas spektaklu ktoś zaczął się strasznie dobijać się do okienka krzycząc: “Są tu Węgrzy. Wpuście ich!”. Był to Rysiek Krzyżanowski, aktor Starego Teatru, który chciał wprowadzić grupę węgierskich przyjaciół przez okno, bo brama była zamknięta. Zaczęli wchodzić przy owacji publiczności wołającej: „Niech żyją Węgry”. A wtedy Rosjanie sądząc, że to antyradziecki numer programu wstali i wyszli.. Naprawdę, miało się wrażenie, jakby z zaświatów ktoś tę scenę wyreżyserował. Ale oczywiście zaraz był donos do radzieckiego konsulatu, że obraziliśmy Rosjan. I znowu wybuchła awantura.